Sezon rozpoczęty na dobre i kilka startów mamy już w nogach. Niektórzy rozkręcili się na dobre, a inni czekają jeszcze na przyjście odpowiedniej formy, żeby wreszcie noga zaczęła „podawać”. Jedni przepracowali zimę jak należy, a inni próbują łatać dziury w przygotowaniu zaangażowaniem i -oczywiście - treningami. No właśnie – treningami, ale jak mamy trenować i na co zwrócić uwagę, gdy starty oddalone są między sobą o tydzień, dwa lub nawet miesiąc.

Okres przygotowawczy

Skupiamy się z początku na wytrzymałości tlenowej, a następnie budujemy potencjał w coraz intensywniejszych strefach. Mocniejsze jednostki rozpoczynamy spokojną jazdą rozgrzewkową, a następnie przechodzimy do głównego zadania, kończąc na spokojnym rozjeżdżeniu. Przez całą zimę i początek wiosny główne treningi są wykonywane w schemacie: rozgrzewka, główne zadanie, wycieszenie, a przede wszystkim przebiegają regularnie. Jest to naturalne, lecz pojawia się w tym momencie pytanie: czy starty w zawodach kolarskich też się taką liniowością charakteryzują?

Niemal każdy, kto startował w maratonach kolarskich rzuci natychmiast: Oczywiście, że nie! No właśnie. Rozgrzewka przed startem jest wskazana, ale oczekiwanie na start stojąc bezczynnie przez x minut sprawia, że nasze mięśnie już nie pamiętają, że jeszcze niedawno były mobilizowane do działania. Na treningu przejście od spokojnej rozgrzewki do głównego zadania jest znacznie bardziej płynne, niż ma to miejsce na starcie. W tym miejscu może pojawić się pytanie, czy nie lepiej na treningach imitować wiernie warunki samego rozpoczęcia wyścigu? To zależy. Niektórzy pójdą o krok dalej i zapytają się: Jak mają wyglądać treningi, podczas między startami są różne odstępy czasowe?

Zawodnicy, którzy odpowiednio przepracowali okres przygotowawczy, stosując jednostki o różnych stadiach intensywności powinni się przede wszystkim przejmować, żeby nie „przedobrzyć” ani ilością treningów, ani intensywnością. To, co wypracowali przez kilka miesięcy, nagle się nie ulotni, jeśli odpuścimy jeden lub dwa treningi. Możemy jednak być pewni glikogen, który jest głównym paliwem naszych mięśni, opuści je po ciężkim zadaniu. Jeśli nie damy naszemu organizmowi odpowiednio dużo czasu na regenerację, „odcięcie” na zawodach może nadejść szybciej, niż powinno. W tym okresie, jako główne jednostki treningowe, warto stosować kilkuminutowe interwały o intensywności nieco większej, niż startowa oraz łączyć je z kilkunastominutowymi segmentami o intensywności startowej.

Gdy z treningami było w kratkę...

Większy problem w okresie startowym mają Ci, którzy zimą i wczesną wiosną trenowali w kratkę albo okres przygotowawczy mieli wyraźnie skrócony. Łatanie wszystkich dziur w treningu z reguły okazuje się bardzo trudną lub wręcz niemożliwą misją. W tej sytuacji warto skonsultować swoją obecną formę z trenerem i wykonać badania wydolnościowe (Smart-Ergo Test), aby sprawdzić nad którymi strefami intensywności powinniśmy najpilniej pracować. Wtedy, nie tracąc czasu na szukanie jak najlepszej formy po omacku, w niespełna tydzień możemy mieć jasno określony plan działania na najbliższe tygodnie, a nawet miesiące. Jeśli jednak ktoś już zna swoje największe słabości, powinien między startami się skupić właśnie na nich. Jeśli nie jesteśmy w stanie utrzymać koła na początku wyścigu, a na dystansie wyraźnie napędzamy grupę, w której jedziemy, powinniśmy pracować nad krótkimi intensywnymi przyspieszeniami i płynnym przejściem do regularnego tempa wyścigu. Ci, którzy brylują na pierwszych kilometrach, a potem ledwo utrzymują tempo swojej grupy, powinni skupiać się na intensywnościach w okolicach progu. 

Co z debiutantkami i debiutantami?

Jak powinni trenować Ci, którzy startują, bo przegrali zakład z koleżankami/kolegami albo właśnie tej przegranej chcą uniknąć? W tym wypadku rozwiązanie jest najłatwiejsze – powinni po prostu kręcić. Nie ma co się oszukiwać - w trakcie kilku dni wielkiej formy się nie zbuduje, a intensywnymi jednostkami można zrobić sobie więcej krzywdy, niż pożytku. Jeśli po pierwszym starcie przygoda z kolarstwem się jednak przedłuży, warto usystematyzować swoje działania. Nie tylko mistrzowie świata i elita mają swoich trenerów, a wbrew pozorom właśnie początkujący zawodnicy bardziej potrzebują wsparcia eksperta, niż profesjonalni zawodnicy, którzy znakomicie znają swój organizm i metodykę treningu.

Okres startowy jest bardzo stresującym okresem dla niemal każdego sportowca, ponieważ albo liczymy na pokazanie pełni swojego potencjału wypracowanego w okresie przygotowawczym, albo liczymy na to, że mimo nieprzepracowanej odpowiednio zimy, poradzimy sobie na zawodach możliwie jak najlepiej. Trzeba jednak pamiętać, że w tym okresie najprostsze metody dają najbardziej pożądane efekty. Nie zapominajmy, że między startami treningi są srebrem, a odpoczynek złotem – niedotrenowanie jest lepsze od - nawet lekkiego – przemęczenia. Zwróćmy również uwagę na bardzo zmienny charakter wysiłku, jakim są maratony MTB i odpowiednio pracujmy nad polepszeniem  parametrów w tym zakresie. Możemy to robić sami, ale są ludzie, którzy nic innego nie robią, tylko wraz zawodnikami regularnie wypracowują progres z miesiąca na miesiąc i z sezonu na sezon.

Zawodnicy, którzy przepracowali odpowiednio okres przygotowawczy, powinni być przystosowani do zmiany tempa, ponieważ w optymalnym planie treningowym powinny się znaleźć jednostki o różnych stadiach intensywności, dostosowujące do tempa startowego. Organizmy systematycznie i wszechstronnie trenujących kolarzy są odporne na wysoki poziom zakwaszenia organizmu w trakcie nieregularnego wysiłku. Dlatego zawsze powtarzamy - warto trenować cały rok i cieszyć się każdym startem w sezonie startowym.