Triathlon to nie tylko sport. Dla niektórych z nas to odskocznia od codziennego życia, dla innych to sposób na walkę ze słabościami, bólem i samym sobą.  Może to właśnie historia Agaty zainspiruje Was do podjęcia nowego wyzwania, jakim będzie start w triathlonie.

Historia Agaty pokazuje, że droga na metę pierwszego triathlonu wcale nie musi być sportowym spełnieniem, może być walką o zdrowie, szczęście czy pokonywaniem własnych barier, słabości i problemów. To historia piękna ale i pełna cierpienia. Wzruszająca, ale też pełna walki i silnej woli. Treningi, cel i cała droga, która doprowadziła nasza bohaterkę na metę pierwszego triathlonu, była jak lekarstwo, dobra przyjaciółka, która nie pozwoliła się poddać. Pozwoliła płakać, cierpieć po drodze, ale też widzieć światełko w tunelu, które cały czas delikatnie tli.

Rok temu Agata straciła Narzeczonego, który zmarł na skutek choroby (o której Agata dowiedziała się 24 godziny przed odejściem Marcina). Świat jej się zawalił. Ślub, który planowała na maj 2018 trzeba było odwołać; dom, który stał już i czekał na ich wprowadzenie było trzeba sprzedać; firmę, którą razem zakładali i która rozkwitała, było trzeba zamknąć. A Agata? Dziś ten okres wspomina tak: zostałam wdową zanim usłyszałam "żono". Nie chciało mi się żyć. Miałam dwa wyjścia. Poddać się lub walczyć dalej. Mimo, że wiem, że nie mam charakteru, który chciałby się poddać, to nie miałam motywacji ani sił by żyć dalej. Wielokrotnie prosiłam Marcina by zabrał mnie ze sobą, bo bycie tutaj nie miało dla mnie sensu.

Na całe szczęście, jak się okazało, w tym wszystkim nie była sama. Na najcięższej drodze w życiu miała najwspanialszych ludzi obok siebie. Pomogła też... książka. Niecały miesiąc po śmierci Marcina, Agata dostała od swojej przyjaciółki książkę "Przesunąć horyzont" Martyny Wojciechowskiej. Zanim się do niej zabrałam, potrzebowałam czasu i chęci do podjęcia walki. Po przeczytaniu zrozumiałam, że muszę przesunąć swój horyzont. Dotychczas mój horyzont kończył się na ślubie, dzieciach, domu i rodzinie założonej z Marcinem.  Nie wiem nawet w którym momencie dokładnie, ale wiem, że to po przeczytaniu książki, zdecydowałam się wystartować w triathlonie. Gdy powiedziałam to moim Rodzicom i Przyjaciołom to wszyscy to przyjęli trochę ze strachem w oczach i trochę z radością na twarzy, że chcę coś zrobić by walczyć dalej.

Dlaczego właśnie triathlon? Po pierwsze, łączy w sobie trzy dyscypliny, które łączą Agatę z Narzeczonym. Marcin był zapalonym rowerzystą a ich związek rozpoczął się od pierwszego półmaratonu Agaty. Z kolei pływanie... było czymś, czego trzeba było się nauczyć tak, jak życia bez ukochanej osoby. Po drugie, triathlon jest bardzo wymagający pod względem poświęconego czasu, co w dla Agaty było szansą, by odskoczyć od swoich codziennych trosk i problemów.

1 lipca 2018, po 7 miesiącach od odejścia Marcina, Agata wystartowała w triathlonie w Poznaniu. Tam zmierzyła się sama ze sobą, ze swoim strachem i bólem. Czy się bała? Zdecydowanie tak. Najbardziej pływania. Nie opanowała tej dyscypliny perfekcyjnie, a jej kraul był bardziej "rozpaczliwy" niż klasyczny. Pomimo dużej różnicy wzrostu między Agatą a Marcinem, zdecydowała się wystartować na jego rowerze. Chciała uczcić w ten sposób jego pamięć, a przy okazji czuć jego obecność jeszcze bardziej. Sam start wspomina dziś tak:

Podczas całego triathlonu nie ścigałam się z nikim. Żyłam tą chwilą, która jest mi właśnie dana. Przygotowania jak i sam wyścig to była moja terapia po największej stracie jaką dotychczas przeżyłam. To była moja walka, walka o mnie i o pamięć o Marcinie. Uczucia jakie mi towarzyszyły na mecie były mieszanką tak różnych emocji. Od radości i dumy, po smutek i ból, że Marcin nie towarzyszy mi przy tak ważnym wydarzeniu. Za to byli przy mnie moi najbliżsi. To było niesamowite i niezwykle budujące, że moja Rodzina, Rodzina Marcina oraz każdy z moich Przyjaciół przyjechał tego dnia by być ze mną. By nie dopuścić do mnie poczucia pustki po Narzeczonym. Jestem im ogromnie wdzięczna i wiem, że zawdzięczam im bardzo dużo. Wiem ile dla nich znaczę i jak ważne dla nich jest bym żyła dalej.

Najbardziej w triathlonie Agatę przerażało jednak to... że na mecie nie będzie tych najważniejszych dla niej ramion, które przytulą i powiedzą "Brawo Myszko!". Nieraz podczas treningów, właśnie ta perspektywa powodowała, że dławiła się własnymi łzami. Ale się nie poddała. Pisanie o tak osobistych historiach i tragediach bywa ciężkie, może spotkać się z niezrozumieniem, ale też pozwala pomóc innym osobom, które zmagają się z ogromnym ciężarem na co dzień. Rozmawiając o tym, możemy tylko sobie pomóc. Swoim świadectwem Agata pokazuje, że można i nawet trzeba żyć i walczyć dalej: Wiem, że mijając mnie na trasie, nikt by nie pomyślał jaki jest powód mojego startu. Obiecałam sobie (i Marcinowi), że przeżyję za nas dwa życia w ciągu mojego jednego. Nie zawiodę Go. Znajdźmy w sobie siłę i motywację żeby problemy, zamieniły się w cele. Nie bójmy się podejmować nowych wyzwań i walczmy każdego dnia o lepszą wersję siebie.